tailending3 blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2002

i znowu sie będziemy tymi jajkami obżerać…blee..biedne kury z chowu klatkowego…meczą się biedaczki w klatkach,w których sie ruszyc nie moga,nogi maja powykręcane…ech…nie wiem..może to juz lepiej maja te koguty,które od razu jako kurczaki sie wrzuca do młynka i staja sie karma dla norek..biedne norki..tez długo nie pożyją..i tez w potwornych warunkach..żeby jakies paniusie mogły sobie nosić futerko,którego cena to 55 istnień…cholerny świat..a gdyby to było futerko z wiewiórek albo z szynszyli…to wtedy..100 istnień..bez komentarza…zapraszam na stronki..banerki na dole bloga…

nie ma to jak się trochę dowartościować po takich porażkach…ha!umiem rozróżnić płeć u koszatniczki:) niby nic wielkiego,no ale jak dzieciaki przyprowadziły takie cudo na kliniki ,żeby się dowiedzieć czy to chłopiec czy dziewczynka to doktorki mieli wątpliwości…i jeszcze trzymali biedactwo za ogon,a tak nie wolno…ech…kurcze..ja faktycznie muszę się zacząć uczyć…i jeszcze jedna rzecz..ach jaka ja jestem wspaniała:))sorki,ale muszę się pocieszyć trochę:)))gucwiński ostatnio coś mówił podobno w tv,że koszatniczki mają zawsze 2 młode…i cos mi tu nie pasowało ,bo myslałam,że więcej..i co?wszędzie gdzie sprawdzałam jest ,że więcej…że koło 4 ..a nawet może byc 12!!!jeszcze poszukam w różnych miejscach,ale chyba raczej to jest prawdziwe,bo w kilku źródłach tak jest…

oddałam indeks wreszcie,no i..wolne mam..ale bedę się uczyć trochę też.Nic nie mam ciekawego do napisania w sumie.. A szczuras jest chyba wegetarianinem(cóż..zwierzaki,sie upodabniaja do właścicieli;) ,no nie chce jeść tych chrupek mięsnych,pozera wszystko z tej mieszanki oprócz tego..heheh..chyba będę Bimonkowi dawać:)))zmykam …jej..dzisiaj sie zobaczę z Nim…cieszę się bardzo..dzieki Niemu jakos jeszcze sie trzymam ,z tymi wszystkimi moimi problemami…dobra,już nie marudzę.stop.

znowu mi się notki nie udaje dodać:(no i..oblałam:((((zarąbiście..3 przedmioty będe powtarzać…właściwie to prawie niczego mi się nie udało zaliczyć w tym semestrze..jezuuu..nie wiem co się dzieje..przeraża mnie to…boję się przyszłego roku..jak teraz było tak źle..czy dam radę?ale..przecież tego nie rzucę…bo kto będzie leczył te zwierzaki?Ci wszyscy debile co nie wiedzą,że zwierzę też człowiek…ech…tylko to mnie jakoś trzyma ….jakos trwam..bo się załamuję jak patrzę na tych studentów wet.,zero podejścia do zwierząt,zainteresowania nimi..tylko dla tego jeszcze jakoś trwam..nie chcę żeby te biedaki zwierzaki trafiały do takich ludzi..niech chociaż częśc trafi do mnie,..tylko ..czy dam radę….?kurcze..muszę przede wszystkim przeznaczyć teraz ten wolny czas na to,żeby się jakoś przygotować psychicznie,że sobie poradzę..no i uczyć się…z resztą..może teraz wszystko będzie lepiej,bo mam Michałka:)kochanie moje najsłodsze…w sumie..przed dzisiejszym też już był…ale …ta fizjologia to była stara sprawa..i czego się nie nauczyłam wcześniej tego teraz już też nie mogłam,bo ile można to samo wkuwać..już się przestaje mysleć…i juz nic do głowy nie wchodzi jak się tysięczny raz czyta to samo..o trudno już…dosyć biadolenia..trzeba się wziąć za siebie i wierzyć,że jeszcze dam radę..i uczyć się wszystkiego raz a dobrze..a nie parę razy ,ale tak nie do końca..bo potem jest tak..no własnie tak jak jest..ech…a dzisiaj pobiłam rekord w płakaniu..jakieś parę godzin bez przerwy..i bolą mnie oczka…ech..porażka..jedna wielka…3 wielkie porażki..jak wróciłam do domku po fizjologii i przywitał mnie piesek,a potem wypuściłam szczura..to już wiedziałam,że MUSZĘ..muszę i tyle…tylko potrzebuje sił,żeby walczyć..i mocniejszej psychiki..popracuję nad sobą…mam nadzieję,że się powiedzie..no i mam teraz wsparcie,a to bardzo ważne..wsparcie dopiero za godzinę kończy zajęcia…jej..to powinna byc notka,no ale nawala mi coś…wrrrr…trudno…jak sie wali to juz wszystko…i jeszcze z moją babcią coś niedobrze..o rany..czy przyjdą jeszcze dobre czasy dla alicji???

ech..no i nie poszłam znów na koniki…wrr…opona mi siadła w rowerku i juz bym nie zdążyła…ech..szkoda..cóż..tak to bywa…wysłałam tylko sms-ka do Wojtka(instruktor)o złośliwości rzeczy martwych…kurcze..musze naprawic ten mój środek transportu… jutro ostatnie zaliczenie…Boże..boję się trochę..musi mi sie udać… A w ogóle…heh..wariuję…oszalałam po prostu na Jego punkcie…a myslałam,że już mi się nigdy nie uda oszaleć:)Heh..właśnie moja rodzinka się zachwyca Lego-dinozaurami,heh..może mi kupią Baby Tyranozaura:)))) HIHIHI A mój braciszek miał dzisiaj komisję wojskową…niezły ubaw z tego co opowiadał..ide sie uczyć o krojeniu żab:((( buźka!

jejku:)

5 komentarzy

jejku,jak mi dobrze…tyle nauki jeszcze,ale co tam…i tak mi tak..jakoś …miło i bezproblemowo…i moje słonko tak ładnie napisało na swoim blogusiu o swojej serduszkowej damie..Boże…nie wytsymam..zobaczymy sie dopiero w środę…mmmmichałek…buziaczki mój słodki promyczku…

ojej..jakoś nie wiem co napisać…a chciałabym …może jak mi się troszke ostudzą emocje…mmm…no nie wiem..jeszcze nie potrafię pisać…:)))mmm…jak ja się cudownie czuję…nie poznaję siebie…Michałku..dzięki ,że jesteś…cmoook

Ale fajniutki dzionek dzisiaj..no oprócz tego,że mnie prześladuje jutrzejsze zdawanie..wrr….ale nie ma to jak słoneczko…lubię jak swieci:),ale mówię o normalnym słoneczku,a nie gg-słoneczku,ale je też lubię jak świeci,jest takich kilka ,które bardzo lubię jak swiecą:)ale nie o tym mowa..fajnie swieciło to prawdziwe i nawet papugi na dwór wyniosłam,a potem szczuraska..a z papugami to niezły jest ubaw:))po kolei naśladowanie gawronów,szczekajacych psów,kur,kukułki,karetki na sygnale:))heheh…psinka też się słodko wygrzewała na słoneczku…no w takich warunkach to ja się mogę uczyć…nawet dzisiaj mi wychodzi…mam nadzieję,że jutro wszystko dobrze pójdzie:)a w środę juz będę bez zmartwień:) a jeszcze jak mnie Michałek przytuli to juz bedzie w ogóle siuper. A najważniejsze ,że jest wiosna i jest cieplutko,hurra hurra,dobry mam dzisiaj humorek:)))

no i znowu byłam ze szczuraskiem u weta..no i nic nie wiadomo do końca.w tej próbce nie widać żadnych pasożytów,są te jajeczka,ale też ich się nie da rozpoznać i nawet nie wiadomo do końca czy to jajeczka..poza tym ma trochę zniszczoną strukturę włosa,co mogłoby wskazywać na jakieś zmiany grzybicze..ale…może to jednak pasożyty tylko jeszcze środek do końca nie zadziałał,dlatego się ciagle drapie..no cóż..wszystko się okaże…na razie dzisiaj dostał zastrzyk przeciwświądowy i zostal pomalowany na fioletowo:)))i mam fioletowego szczura,heheh…mam nadzieję,że szybko wyzdrowieje:)

No i przeczytałam..wreszcie…i…juz rozumiem,czemu Misiek czytajac to myslał o mnie..i czemu tak bardzo mu zależało,żebym przeczytała…O Jezu…tyle razy zatrzymywałam sie przy jakimś kawałku i nie wiedziałam czy sie śmiać czy płakać..czułam jakbym czytała o sobie..o swoim życiu..czułam sie dziwnie..a..najgorsza była jedna scena..przy której rozpłakałam sie jak małe dziecko..bo tak bardzo mi się przypomniało jedno zdarzenie..do którego nie chciałam już nigdy wracać..o którym..wydawało mi się,że już zupełnie zapomniałam..i przypomnialo mi się..jak dziwnie sie wtedy czułam..jak płakałam,jak nie wiedziałam co sie ze mna dzieje… ………………………………………………………………….Miś…dziękuję,że kazałes mi to przeczytać…naprawde było mi to potrzebne…dzięki….


  • RSS